ŻYCIE

A gdyby każdy dzień był tym pierwszym. Celebrować tego nam trzeba

Właściwie to sama każdego dnia powtarzam zdanie” jak ten czas szybko leci”. I nie mogę się nadziwić jak mało jestem w stanie w ciągu dnia zrobić. Dni odhaczam, spacerem, obiadem, drzemką dziecka, a potem znowu spacerem, kolacją …żeby na koniec powiedzieć znowu to samo, rutyna.

I z kim się nie spotkam to o czasie słyszę. Jak szybko, jak niesprawiedliwie, jak po staremu. A chciałoby się nowego, lepszego, łatwiejszego.

Ale gdyby tak się zastanowić nad tym czasem.

Czas przecież nie biegnie ani szybko, ani wolno, ani inaczej. Czas się nie zmienił, może to ty nie potrafić celebrować tego co masz.

A gdyby zacząć celebrować, a nie stale czekać na lepsze, na inne

Niektórzy mówią celebruję życie, przeżywam je jak tylko mogę kiedy mi tylko czas na to pozwala.

Czyli kiedy? W święta, w weekend, czy kiedy?

Zastawów się głębiej jak celebrujesz święta? Tydzień przed zaczyna się wielkie sprzątanie, potem zakupy, gotowanie, potem trzeba podać, posprzątać i zmęczonym walnąć się na wyro z myślą po co ja tyle robiłam. I to się nazywa celebracja, a może bardziej zapierdziel.

Kiedy budzisz się rano dajmy na to w sobotę gdzie są wszyscy domownicy. W pośpiechu lub locie jesz śniadanie bo zaraz potem musisz zrobić to, a potem posprzątać, a potem ugotować, a wieczorem może uda mi się posiedzieć i obejrzeć jakiś film w spokoju.

A kiedy zaczynasz wolny weekend i na samym jego początku mówisz ” co z tego, że mam wolny jeden weekend, skoro minie jak z bicza strzelił i zaraz będzie po weekendzie.

Celebrować, tego nam potrzeba

Właśnie tak.

Celebrować czyli przeżywać, doceniać chwilę. Nie czekać, aż wydarzy się lepsze, aż się skończy kolejny nudny dzień, żeby powiedzieć nic z tego dnia nie mam.

Gdyby tak każdy dzień traktować jak nieznany jak pierwszy.

Gdyby nie czekać, aż będzie wygodniej, mniej nerwowo, spokojnie, inaczej.

Tylko rano wstać z innym nastawieniem niż „ZNOWU TO SAMO”.

Znowu muszę przygotować święta, znowu muszę się śpieszyć, znowu dzień/ weekend minie tak samo. Tak szybko, tak przez palce.

A gdyby tego dnia obudzić się i potraktować wszystko jako doświadczane pierwszy raz, jako dotąd nieprzeżyte.

Święta, kiedy to choinka gra pierwsze skrzypce, kiedy to kolędy przy stole umilają i podkreślają ten czas. Kiedy uśmiechasz się sama do siebie bo z zaskoczenia dostałaś mały upominek. I śnieg, którego nigdy dotąd nie czułaś. Pierwsza próba sanek, zmarznięty nos, kulig i bitwa śnieżna. Uśmiechy dzieci kiedy czują pod nogami śnieg i zachwycają się tym zjawiskiem. I taka ty nie czekająca na to co wydarzy się potem, ale szczęśliwa tym co przeżywasz teraz. Czy to nie byłaby celebracja?

A gdyby obudzić się tego sobotniego poranka i zaparzyć sobie pierwszą kawę i zachwycać się jej smakiem, a potem zjeść śniadanie z dziećmi tj. pierwszy raz wszyscy razem przy stole. Patrzeć na siebie i czuć tą wspaniała chwilę. A gdyby ten stupot małych dziecięcych stóp uznać, że słyszysz pierwszy raz. Choć są z tobą już od kilku dobrych lat. A potem słowo mamo to takie pierwsze wyczekiwane, nie słyszane po raz setny jednego dnia.

A gdyby celebrować, a nie stale czekać na lepsze.

Tylko od nas zależy jak postrzegamy czas.

Czas płynie tak samo, doba nadal trwa 24 h.

Celebracja to dziś rzecz bardzo unikalna.

Śpieszymy się każdego dnia na potęgę. Śpieszymy się zawiązując sznurowadła, śpieszymy się jedząc obiad, śpieszymy się bo na coś liczymy, czegoś oczekujemy. Zamiast tak wolniej, spokojniej i z większą łagodnością.

Zamiast oddać się przyjemności tych codziennych chwil tracimy je czekając na coś zupełnie nowego.

Pytanie tylko po co nam nowe skoro pierwsze i tak zawsze jest najlepsze.

Spodobał Ci się mój wpis, będzie mi miło jeśli poślesz go dalej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: