Świat kobiety

PORÓD NAJWSPANIALSZE PRZEŻYCIE!

Poród nie musi boleć i nie musi być wspominany jako najgorsze i najcięższe przeżycie. Przekonałam się o tym dwa razy. Obie dziewczynki urodziłam bez znieczulenia, a mimo wszystko było to dla mnie największe i najbardziej fascynujące przeżycie.

DZIECKO-SERCE KAŻDEJ RODZINY

Poczęcie i narodziny dziecka to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu kobiety. Chyba każda kobieta myśli o tym, żeby kiedyś zostać matką. Niektóre z nas przygotowują się do tego, inne po prostu stawiają czoła nowej roli, a jeszcze inne nie potrafią sobie wyobrazić siebie w tym wyzwaniu. W moim życiu wszystko toczyło się książkowo. Czyli szkoła, studia, ślub, mieszkanie i raptem co? Zaczęło po ślubie czegoś brakować. Zdecydowaliśmy się na najstarszego pupilka czyli psa-sznaucerka miniaturę:) Mimo tego, że wypełniał nam czas poprzez spacery, zabawy, a przede wszystkim obecność to i tak nadal do pełnej rodziny „czegoś” brakowało. I patrząc na wiek, patrząc na innych, na całe życie towarzyskie ciężko jest zdecydować się na dziecko. I zawsze można powiedzieć, że jeszcze za wcześnie. Ale mimo wszystkich tych obaw, tych niepewności i ciężkich chwil – warto. Bowiem w mojej opinie TO DZIECI SĄ SERCEM KAŻDEJ RODZINY.

CIĄŻA NAJPIĘKNIEJSZY OKRES W ŻYCIU

Kiedy zobaczyłam na teście ciążowym dwie kreski, najpierw ogarnęło mnie niedowierzanie. Ręce zaczęły mi drżeć. I czekałam kolejne 15 minut żeby utwierdzić się w przekonaniu, że nic się nie zmienia. Potem było wielkie bum. W jednej chwili planowałam wszystko. Pokój, imię, podział obowiązków, dietę i dalszy sposób na życie. Dopiero oswojenie się z tą dobrą nowiną pozwoliło mi racjonalnie myśleć. Jedyne co mnie przerażało to fakt, że żeby mieć moją maleńką istotę w ramionach muszę przetrwać poród, który jest powszechnie malowany ciemną kredką. Szkoda, że tak mało dobrego słyszy się na temat porodu. A przecież poród to wg. mnie najwspanialsze przeżycie. Moja pierwsza ciąża przebiegła bez żadnych powikłań. Druga z niewielkimi. Obie przeżywałam zupełnie inaczej. Drugą bardziej świadomie. Z całym przekonaniem też przyznam, że jest i wspólny mianownik. Mianowicie, to najbardziej wyjątkowy okres w życiu.

Pierwsza wiadomość o ciąży dała mi nieduży obraz tego jaki to będzie okres. Jedyne co wiedziałam i co słyszałam od innych to opowieści o ciężkim porodzie i o tym jak to dużo w ciąży przytyje. Natomiast żadna z obecnych już matek nigdy nie powiedziała jak piękny to czas. Moje pierwsze USG wykonane było w 7 tygodniu ciąży. Taka mała kropeczka na zdjęciu, aż niewiarygodne, że to nowe życie. Pierwszy trymestr okazał się być ciężki. Od rana do wieczora mdłości i ten metaliczny posmak. Wstręt do wielu lubianych wcześniej potraw. I ta walka, jakby znany każdemu aniołek i diabełek fruwający nad głową. Z jednej strony „zjedz bo dzieciątko potrzebuje. Druga strona nie jedz, bo znowu cały dzień będziesz się źle czuła. Jednak myśl o tym, że to własnie najważniejszy okres w rozwoju płodu gdzie kształtują się narządy i mózg, ani na chwilę nie zbiła mnie z obranej prawidłowej ścieżki. Jadłam zdrowo i kolorowo:) Koniec pierwszego trymestru był jednocześnie końcem mdłości.

Wtedy zaczęło się najpiękniejsze. Myślałam sobie jak to możliwe, że z takiej małej fasolki urośnie człowieczek. Jakie to jest wyjątkowe i niezwykłe. Jak stworzone jest ciało i organizm kobiety, że potrafi dostarczyć dziecku tego co niezbędne do życia. Czekałam z utęsknieniem na każdą wizytę u ginekologa. Szłam do przychodni z radością, że znowu zobaczę mojego bobasa. I podczas gdy dla Pani doktor obraz na monitorze był codziennością dla mnie było to coś nadzwyczajnego. Pozytywne nastawienie Pani doktor sprawiało, że zapominałam o wszystkim co niby bolesne czyli poród. Wielka sympatia lekarza przekładała się na mnie. Słuchałam każdego słowa i tłumaczenia. A kiedy czegoś nie wiedziałam- nie bałam się pytać. Wiedziałam, że to mój czas dzięki indywidualnemu podejściu lekarza. I tak z wizyty na wizytę coraz bardziej świadomie patrzałam na obraz. Nie czułam jeszcze, a widziałam: jak porusza się kruszynka, jak ćwiczy, jak się przeciąga i ssie kciuka, jak szybciutko bije to malutkie serce. I przychodzi ten czas, na który się czeka. Pierwszy odczuwalny dla mamy ruch dziecka. Coś niezwykłego, chociaż nieraz bolesnego. Czas kiedy umiałam poznać, że dziecko ma czkawkę, kiedy trzymając się za brzuch czułam i widziałam odbicie takiej malutkiej stópki. Czas kiedy myślałam sobie ona już pewnie mnie słyszy, umie rozpoznać mój głos, mój nastrój. Czas kiedy inni patrzą na Ciebie jak wariatkę kiedy gadasz do swojego brzucha, śpiewasz i czytasz książki. Kiedy już w okresie płodowym myślałam sobie, że oddam ci wszystko co mam. I z dnia na dzień z minuty na minutę wyczekiwałam rozwiązania. Przekładałam te malutkie ciuszki w torbach spakowanych do szpitala. Już nie mogłam doczekać się, kiedy w końcu zobaczę to malutkie szczęście. Kiedy dotknę, przytulę. I nigdy nawet przez myśl nie przeszło mi, że po porodzie nie będę umiała dostawić dziecka do piersi. Nigdy też nie narzekałam, że nie mogę spać bo brzuch coraz większy. I kiedy inni dziwili się jak to możliwe, że nie mam żadnych dolegliwości, ja po prostu kwitłam i byłam pełna energii. I stało się. Przyszedł upragniony dzień kiedy po wyznaczonym terminie porodu, odeszły mi wody i pojechałam do szpitala.

PORÓD- SŁUCHAM, PYTAM, WSPÓŁPRACUJĘ

Jeeeeest, nareszcie, mogłabym rzecz, gdyby nie nerwy i spięcie mojego męża, który na porodówkę wiózł mnie bardziej zdenerwowany ode mnie. Nareszcie się zaczęło to na co tak długo czekałam. I w końcu trafiliśmy na izbę przyjęć. Pierwsze moje wrażeni? Ok, nie najgorzej. Gdyby ten wywiad mógł być prowadzony w trochę milszy sposób byłoby jeszcze lepiej. Wychodzę jednak z założenia, że każdy jest tylko i aż człowiekiem i może mieć gorsze chwilę. Z pozytywnym nastawieniem przebrnęłam przez ten etap. Decyzja- kładziemy Panią na sale porodową. Czy wyraża Pani zgodę na obecność studentów podczas porodu? Usłyszałam. Nieświadoma delikatnie zapytałam, co to dla mnie ma za znaczenie? Uzyskane wyjaśnienia skłoniły mnie do pozytywnej decyzji. Nie żałuję. Zostałam odprowadzona na salę porodową w obecności studentek, a co więcej chętnie i z uśmiechem na twarzy odpowiadały na moje pytania. Ponadto w czasie skurczów przychodziły na salę porodowa i pytały czy mogą mi jakoś pomóc czy coś dla mnie zrobić, podsuwały sposoby jak łagodzić ból. Uważam, że to duża pomoc szczególnie dla kobiet, które w tym dniu muszą być same i nie ma kto podać im wody, chusteczki itp.

PIERWSZY PORÓD

Pojechałam do szpitala po godzinie 22 kiedy odeszły mi wody. Niestety skurczów nie było. Całą noc czekałam, aż się zacznie akcja.
Czy było to dla mnie stresujące? Nie! Wręcz przeciwnie. Wiedziałam, że tak niewiele dzieli mnie od przytulenia mojego maleńkiego szczęścia. Tak przespałam całą noc. Dopiero lekarz ginekolog, który przyszedł rano na swoją zmianę, zadecydował o podaniu mi kroplówki z oksytocyną. I dacie wiarę, że mimo faktu, że mdleję na widok igły (tak bardzo się boję), to w tym przypadku ekscytacja wydarzeniem jakim jest poród, pozbawiła mnie jakiegokolwiek strachu? Dalej wszystko działo się bardzo szybko. Po godzinie 8 oksytocyna, a zaraz potem pierwsze skurcze. I tak się zaczęło…
Cały czas był przy mnie mąż. I uważam, że jego obecność zdecydowanie dużo pomogła. Przeżywaliśmy poród razem. Razem byliśmy podczas tej najbardziej podniosłej chwili. Trzymanie za rękę, masowanie i słowa wsparcia dają dodatkową siłę. Na szkole rodzenia Położna bardzo często powtarzała, żeby nie bać się pytać i rozmawiać z personelem. Myślałam, że o porodzie wiem wszystko z teorii, ale kiedy przyszło co do czego byłam ciemna:) Niech Pani powie kiedy będzie zbliżał się skurcz-usłyszałam- zbadamy rozwarcie. I wtedy moje pytanie- czy Pani musi robić to podczas skurczu? Niestety, tak-odparła Położna. Skurcze się nasilały, a wraz z nimi moja ciekawość i pytania. Co chwile przychodziła do mnie Położna i studentki. Podpytywałam o to czy mogę skorzystać z metod łagodzących ból, czy mogę wziąć prysznic. Jak myślą ile to jeszcze będzie trwało, czy wg. Ich doświadczenia poród postępuje, czy gdybym już nie miała siły rodzić czy mogę poprosić o znieczulenie, jak duże jest już rozwarcie, czy z dzieckiem wszystko w porządku, czy mogę coś zjeść, co stanie się ze mną i dzieckiem jak już urodzę. Pokazałam Położnej torbę, która była przeznaczona dla malucha. Kiedy było mi niewygodnie pytałam czy mogę zmienić pozycję. Aktywna rozmowa z Położną i studentkami dawała mi większą świadomość całego porodu, nadawała mu tempa, a mnie łagodziła ból. Poprzez wypełnienie czasu rozmową nie skupiałam się tylko na bólu i nie czekałam na każdy skurcz. W ten sposób minął mi pierwszy etap porodu. W kolejnym tak zwanym etapie wydalania myślę, że dla większości rodzących najcięższym, bo przecież skurcze są bardzo silne, jeszcze mocniej skupiłam się na współpracy z Położną. Wiedziałam, że nic samo się nie zrobi:) Muszę najpierw zapracować aby „coś” otrzymać. I słyszałam słowa Położnej Pani Aneto jeśli umiejętnie wykorzystamy te skurcze to Pani dzieciątko będzie z każdym z nich przesuwało się coraz bliżej wyjścia. A zaraz po tym- nabieramy powietrza, wstrzymujemy oddech i z całej siły przemy. Następnie oddychamy głęboko, albo bardzo szybko. Pamiętam, że podczas tego etapu sama prosiłam kilkakrotnie o informacje co mam dalej robić i utwierdzenie czy dobrze to robię. Personel nie tylko stanowczo instruował, ale też chwalił. Niejednokrotnie słyszałam- Pani Aneto robi to Pani bardzo dobrze. Jeszcze chwila i będzie Pani miała dzieciątko na świecie. I faktycznie tak było. Kilka silnych skurczy, kolejne instrukcje od Położnej i Maja była na świecie. Usłyszałam- Gratulujemy. Zaraz potem znalazłam się na moich piersiach.

KONTAKT „SKÓRA DO SKÓRY”

To uczucie kiedy dziecko wydostaje się na świat, kiedy myślałam sobie, jejku zrobiłam to, urodziłam ją. Na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Ta radość była tak ogromna, że nie czułam nawet zmęczenia ani wyczerpania. Emocje, które mi towarzyszyły były tak silne, że nie myślałam nawet o bólu. Ta chwila kiedy Położna położyła Maję na moich piersiach była czymś niesamowitym. Taka maleńka, taka bezbronna, całkowicie uzależniona ode mnie istotka. Już wtedy namacalnie czułam jak się porusza. Jak swoimi długimi choć wtedy jeszcze miękkimi paznokciami dropie mnie po klatce. Była taka zwinięta, taka pomarszczona i taka śliska, że zsuwała mi się z piersi. Zaraz potem usłyszałam to co wcześniej tylko widziałam na monitorze, jak ssie swojego kciuka. Jak niesamowity był ten moment kiedy zdałam sobie sprawę z faktu, że ta malutka dziecinka mnie czuje. Czuje bicie mojego serca i wie, że jestem blisko i jestem dla niej. Poczułam się taka spełniona, taka lżejsza taka po prostu szczęśliwa. Pamiętam też żartobliwe słowa lekarza- ojj tata będziesz miał ciężko, córka ma bardzo szeroki i piękny uśmiech:) Poród trwał 3,5 h.

DRUGI PORÓD

Patrząc na okoliczności i przebieg pierwszego porodu, drugie dziecko postanowiłam urodzić w tym samym szpitalu. Kiedy planowany termin rozwiązania minął pomyślałam, oho będzie powtórka z rozrywki. Znowu czeka mnie kroplówka z oksytocyną. Jednak nie, w tym dniu od samego rana czułam skurcze, mało uciążliwe, ale gdzieś tam się pojawiały. Poszłam jeszcze z Majką na długi spacer i plac zabaw. Po 18 skurcze nasiliły się, ale cały czas myślałam, że może jestem przemęczona i jak się wykąpie i położę to będzie ok. Mało tego, mąż ma pracę zmianową więc jego grafik przewidywał akurat nocną zmianę (19-7) i poszedł do pracy. Kąpiel nie pomogła. Zaczęłam wtedy myśleć, że chyba dziś w nocy urodzę. Położyłam Maję spać i sama też się położyłam do łóżka. U sąsiadów była głośna impreza, a mi nawet na chwilę udało się zasnąć. Było to może 20-30 minut. Kiedy się obudziłam zaczęłam poważniej myśleć o tym, że to poród. Zaczęłam liczyć skurcze i pisałam do męża, żeby wracał z pracy. Kiedy skurcze były już w odstępach 5 min pojechaliśmy do szpitala.

Doświadczenie z poprzedniego porodu pozwoliło mi zobrazować sobie dalszy przebieg wydarzeń. Czy zatem nie bałam się bólu? Nie. Bardziej martwiłam się o to, że skoro już wiem jak przebiega poród, to czy będzie mi się dłużyło i przez to będę bardziej ciężko ten poród przechodziła. I tak się zaczęło. Najpierw izba przyjęć. I stwierdzam, że podczas pierwszego porodu rejestratorska nie miała gorszego dnia. Ona porostu taka jest:) Ale wychodzę z założenia, że jeśli będę uprzejma to i tą uprzejmość przekaże drugiej osobie. Następnie badanie przez lekarza. Słyszę- rozwarcie na ponad 3 palce, proszę się przebrać, studentki odprowadzą Panią na salę porodową. Tak, właśnie studentki bo już wtedy wiedziałam, że skorzystam z ich pomocy:) I dacie wiarę co się wtedy wydarzyło? Byłam jedyną rodzącą w tym czasie i trafiłam dokładnie na tą samą salę co podczas pierwszego porodu😉 Moje obawy o cięższy poród były niepotrzebne. Wszystko działo się w tak szybkim tempie, że KTG miałam robione podczas skurczy i nie mogłam za bardzo zmieniać pozycji, z metod łagodzących ból nie skorzystałam bo było już za późno i tak naprawdę cały poród przebiegł mi na przeprowadzeniu wywiadu i rozmowie z personelem. W pewnym momencie usłyszałam- Pani Aneto jeszcze 1-2 skurcze i będzie po wszystkim. Proszę mi wierzyć widać już główkę jest bardzo owłosiona, możne Pani nawet dotknąć- powiedziała Położna. I tak też było wsłuchałam się w polecenia Położnej, która była niezwykle miłą osobą i sprawnie wszystko się zakończyło. Cały poród trwał ponad godzinę:) A potem ta wspaniała i podniosła chwila, kiedy nie myśli się o tym czy coś boli. Chwila niezapomniana kiedy dziecko leży na moich piersiach, a ja jestem dumna, że urodziłam kolejną wspaniałą dziewczynkę.

MOJE SPOSOBY NA LŻEJSZY PORÓD

Choć poród jak wszystkie źródła podają jest bardzo wyczerpujący i bolesny, ja staram się każdej kobiecie uświadomić, że poród to najwspanialsze przeżycie. Wystarczy odpowiednio się na niego nastawić i przyjąć dobrą postawę. Uważam, że są rzeczy i sytuacje, które ułatwiają nam Kobietą pozytywnie przejść przez tą drogę.

Pamiętam jak podczas pierwszej ciąży położna mówiła mi- Pani Aneto Pani będzie miała lekki poród. Zawsze zastanawiałam się dlaczego tak twierdzi. Pewnego razu zapytałam. I co usłyszałam? Dlatego, że Pani jest bardzo pozytywnie nastawiona nie boi się Pani, a wręcz Pani na to czeka. Często podczas KTG wykonywanego przed wizytą o Ginekologa rozmawiałam z Położną i dopytywałam o różne rzeczy związane z porodem. Położne pracujące w ośrodku zdrowia to często kobiety, które mają etat także w szpitalu. W moim przypadku tak było. Dlatego miałam porównanie w jakim szpitalu jak poród wygląda, jakie są warunki porodowe i poporodowe itd. Myślę, że to też przyczyniło się do mojego nastawienia do porodu. Warto zatem wybierając lekarza prowadzącego zwrócić uwagę nie tylko na doświadczenie i kompetencję, ale przeczytać opinie innych w zakresie stosunków interpersonalnych.

Kolejną rzeczą jaką ułatwiła mi poród, albo bardziej dała mi większą świadomość stopnia bólu jest miesiączka. Podzielone są opinie w tym temacie. Niektóre kobiety mówią, że bólu miesiączkowego w żaden sposób nie można porównać z bólem porodowym. Inne zaś, że jest to ból zbliżony. Ja zaliczam się do tego drugiego grona. Miewałam bardzo silne bóle menstruacyjne, które w ostateczności doprowadzały mnie do wyczerpania i wyłączały z reszty dnia. I z czystym sumieniem powiem, że wg. mnie ból porodowy można porównać do tak silnego bólu menstruacyjnego. I myślę też, że decyzja o udaniu się do szpitala w drugiej ciąży tak późno była własnie poniekąd tym podyktowana. Cały czas wydawało mi się, że te skurcze nie są jeszcze tak silne jak porodowe i to nie jest poród.

Co jeszcze pomogło mi w sprawnym porodzie? W ciąży bardzo dużo spacerowałam. Słyszałam, od dużej ilości osób, że ruch też rewelacyjnie przekłada się na lżejszy poród. A to wszystko za sprawą mojego czworonożnego przyjaciela. Bynajmniej dwa dłuższe spacery dziennie po ponad 1,5 h. Mąż śmiał się, a pod koniec ciąży złościł, twierdząc, że urodzę na łące albo w lesie.

Wiem, że poród dla każdej z nas jest innym wspomnieniem. Jednak pamiętać należy, że każda kobieta będąc w ciąży musi urodzić:) Od dawna uważałam, że być kobietą to tak jakby wykonywać najcięższy zawód świata. Jednak w moim przekonaniu to nie ból, a czas jest egzekutorem ludzkiej egzystencji. Dlatego tak jak wszystko przemija, przeminie i odejdzie w niepamięć to co w porodzie było dla każdej z kobiet najcięższe, a uśmiech dziecka wynagrodzi wszystko.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *