Świat matki

Czy wiesz jak to będzie kiedy Ciebie zabraknie?

Czasem myślę sobie o tych, którym wszystko układa się jak bajce. Są jak to się mówi w czepku urodzeni. Nigdy pod wiatr. Wszystko na tacy podane. I bywają chwilę kiedy im zazdroszczę.

Patrzę na dzieci bawiące się na placu zabaw i widzę markowe ciuchy, buty za kilka stów, rower bardzo drogiej firmy i rodzica, który nie przejmuje się, że to się zniszczy. A ja ubieram dziecku na plac gorsze, ciemne rzeczy, żeby nie poniszczyć tego co nowe, co lepsze.

Jestem w centrum handlowym w przymierzalni i słyszę rozmowę dwóch nastolatek. Nie wiem czy kupię te spodnie bo wiesz w tym miesiącu wydałam na ciuchy już ok. 2000 zł. A rodzice nie dadzą mi więcej kasy niż to kieszonkowe. I broda opada mi do piersi, a w głowie wirują myśli, 2000 zł ile rzeczy bym kupiła za to dla całej rodziny, ile odłożyła, a ile rzeczywiście przeznaczyła na odzież.

Zazdroszczę, tym którzy dostali od rodziców kasę na studia, a sami siedzieli na ich garnuszku bo przecież studia to czas nauki. Niech więc dziecko się uczy, a nie pracuje. Pamiętam jednego kolegę ze studiów zaocznych. Rodzice opłacali mu uczelnię i utrzymywali go. Do czasu, aż pewnego pięknego dnia oznajmił, że przenosi się na studia dzienne. Dlaczego? Bo rodzice kazali mu zacząć pracę, żeby miał na swoje wydatki. A szkołę nadal będą mu finansować.

Odczuwam zazdrość, kiedy słyszę – skończysz 18 lat, dostaniesz na prawko, a potem pomyślimy o samochodzie.

Patrzę zawistnym okiem, na tych, którzy mieszkanie, albo kasę na budowę dostali od rodziców, a sami nie za bardzo garną się do pracy. Bo po co? Mam rodziców, którzy sporo zarabiają i kupią mi chatę i dodatkowo ją urządzą. Zatrudnię się u Ojca w firmie najlepiej na stanowisku kierowniczym i nic nie będę robił. Będę Panem swojego czasu. Nikt nie będzie mnie za bardzo rozliczał.

I im dłużej to analizuję tym bardziej cieszę się z tego kim jestem. Bo z jednej strony będąc w wieku młodzieńczym, okiem rówieśnika, mogłabym patrzeć na to faktycznie z zazdrością, ale z drugiej strony, nie dziś. Nie teraz. Oczyma dorosłej osoby, matki, cieszę się z tego jak zostałam wychowana. I nie zazdroszczę rodzicom tych dzieci, którzy wszystko mają.

Czy nie jest budującym to co osiągniemy sami? Bo dla mnie właśnie takie rzeczy dają największą radość i mają największą wartość. Dziś mogę powiedzieć dziękuję Ci mamo, że nie dałaś mi na kolejna parę spodni, bo to nauczyło mnie, że muszę sama na nie nazbierać. Dziękuję, że pokazałaś mi, że nie mogę całego mieszkania wynieść na dwór bo to się poniszczy, a nowego nie kupimy. To kosztuje. Dziękuję za to, że nauczyłaś mnie prać, gotować i sprzątać po sobie.

Jak dobrze, że podczas studiów zaczęłam pracę i mogłam sama poznać wartość pieniądza. Opłacić sobie szkołę, prawo jazdy i kupić jeszcze jakąś pierdołkę wam.

Każdy rodzić dla swojego dziecka chce jak najlepiej. Jednak nie zawsze zdaje sobie sprawy z tego ile krzywdy wyrządzają dzieciom takim zachowaniem. Czy pomyślałeś co będzie jak ciebie zabraknie? Jak wtedy poradzi sobie twoje dziecko. Dziś myślisz, że to co mu dajesz to niewiele, bo masz, bo możesz i chcesz. Ale tak naprawdę trzeba zrozumieć to, że wysługiwanie dziecka w niczym mu nie pomoże. I choć niełatwe jest wychowanie w taki sposób, aby nauczyć samodzielności i odpowiedzialności i nie łatwe jest dostrzeganie swoich błędów, postaraj się zrozumieć, że to dla jego dobra i dla dobra całej rodziny. Po prostu pomyśl, czego nauczyłaś swoje dziecko i jak sobie poradzi kiedy ciebie zabraknie.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *