Świat kobiety,  Świat matki

Czego nauczyłam się będąc mamą.

Emocje, nawet nie myślałam, że może ich tyle być i mogą się tak szybko zmieniać. Macierzyństwo zobowiązuje, wymaga i stawia przed nami nowe wyzwania. Jest słodkie jak czekolada, ale potrafi mieć smak żółci. Możesz obudzić się rano z super humorem, a wieczorem zasypiać zdołowana.

Bywa, że myślisz, wszystko ogarnięte, to teraz spokój na jakiś czas. A następnego dnia okazuje się, że jednak zapomniałaś o czymś bardzo istotnym. Albo kiedy przyzwyczaisz się do jednego porządku, a tu zaraz nie wiadomo skąd pojawia się inny bałagan.

Macierzyństwo jest wymagającym nauczycielem, a egzamin ciężko zdać bez doświadczenia. Kiedy sama nie miałam dzieci patrzałam na inne matki i nigdy bym nie powiedziała, że sprawia im to jakiś trud. Dziś wiem ile trzeba się nauczyć, żeby funkcjonować bez zakłóceń.

Czego mnie nauczyło macierzyństwo?

Zorganizowania.

Chciałabym powiedzieć, że przed narodzinami dziewczyn byłam zorganizowana. Wszystko miałam poukładane, pranie starannie wyprasowane, poskładane w szafach. Koszulki do koszulek, spodnie do spodni, koszule na wieszakach. Mieszkanie czyste w każdym zakamarku, uszykowane do świąt na przyjazd gości. Obiad wyszukany i codziennie inny, a najlepiej dwa dania i deser. Dziś myślę sobie, że takie zorganizowanie to czysta przyjemność kiedy nic nie goni, kiedy spokojnie pracujesz w kuchni przy muzyczce. Kiedy ma się czas na szykowanie tego wszystkiego. Prawdziwa zabawa zaczyna się kiedy stajesz przed faktem dokonanym i ograniczeniem czasu. W macierzyństwie nie można pozwolić sobie na leniwy poranek, na wylegiwanie się w wyrze do godziny 10, a potem śniadanie przy kawce i gazecie jak w dobrej hiszpańskiej knajpie. Zazwyczaj kiedy dziecko budzi się w nocy czyli np. 5 do 10 masz już ogarnięte. Jesteś po kawie, która sprawia, że wracasz do świata żywych, po kilku wybuchach płaczu i po przebranej kupce. Najprościej mówiąc to co robiłam w 3 godziny robię w 1 godzinę. A potem zadowolona z siebie kładę dziecko spać i oddaję się swoim przyjemnością,

Większego luzu.

Życie jest tylko jedno i warto to zrozumieć. Nie da rady zrobić wszystkiego. Bo kiedy zabierasz się za jedno drugie leży i kwiczy. Nauczyłam się, że jeśli nie ugotuję i zjemy na obiad nawet kupione pierogi, albo tosty to świat się nie zawali. Jeśli nie posprzątam, a w tym czasie usiądę i odpocznę to będę o wiele szczęśliwsza. Jeśli nie wyprasuje od razu po zdjęciu z suszarki to się nic nie stanie. Wysiedzę jak kwoka jajko i tez będzie git. Jeśli moje dziecko pobawi się chwile samo, a nie ze mną to rozwinie swoją kreatywność. Jeśli okna są brudne to niech tak zostanie. I tak zobaczę przez nie to co dzieje się na zewnątrz. Dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania. To nie muzeum. To miejsce gdzie mam się czuć dobrze, a nie robić sobie stres, bo muszę jeszcze zrobić dużo innych rzeczy, żeby było idealnie . Więcej luzu. Nie warto się tak męczyć. Jutro też jest dzień.

Delegowania części obowiązków.

Ten punkt jak nic innego sprawił mi ogromną trudność. Lubię kiedy jest po mojemu. Lubie kiedy kubki w szafce stoją z kubkami, szklanki ze szklankami, a talerze z talerzami z nie z miskami. Kiedy w łazience po kąpieli panuje mój porządek. Dlatego dużo rzeczy wolałam zrobić sama kosztem mojego snu, kosztem moich nerwów i podkrążonych oczu. Jednak tak się nie da. Po co dźwigać na swoich barkach ten cały ciężar skoro można go podzielić. Mam męża. Mieszkanie jest nasze. On przy dzieciach możne zrobić tak samo jak ja. Poradzi sobie tylko trzeba dać mu szanse. A nie wychodzić z założenia zostaw, bo ty zrobisz to źle. Powodzenie zależy w dużej mierze od Nas samych.

Robić coś z niczego.

Nie chodzi tu wcale o robienie z igły widły czy kręcenie dymu. Matka jest czasem jak czarodziejka. Wyobraź sobie, że twoje dziecko jutro ma bal jesieni, o którym ty przypominasz sobie dopiero jak dzieci zasypiają. I raptem okazuje się, że musisz coś wymyślić bo inaczej dziecku będzie przykro. Kreatywnie czarujesz najlepsze przebranie jakie nawet nigdy nie pomyślałaś, że potrafisz zrobić.

Albo czary mary. Dziecko się przewróci wpada w histerie chociaż tak naprawdę nie ma najmniejszego zadrapania. Mama przytuli i zaraz nie boli. Posmaruje kremem, często do twarzy i przestaje piec, szczypać.

Cieszyć się z najmniejszego.

Jednych cieszą diamenty, innych wygrane w lotka, a jeszcze dla innych najważniejsze jest to żeby bynajmniej raz w roku zaliczyć wycieczkę. Oczywiście każdy ma swoje pragnienia i cieszy się kiedy je realizuje. Szkoda tylko, że nie wszyscy potrafią cieszyć się z tego co maja na co dzień. Z tych prostych , ale jakże pięknych rzeczy. Nigdy nie pomyślałabym, że można cieszyć się tak z kupki niemowlaka, pierwszego siku na nocnik, samodzielnie zrobionego obiadu, który dziecko zje do czystej miski albo wyjścia do lekarza bez dzieci. Tak, tak. To wszystko to codzienność, której nie zauważasz i która nie cieszy Cię póki coś nie zacznie szwankować.

Niemożliwe staje się możliwe.

Dlaczego? Dla dziecka jestem autorytetem. Nie chce okazywać słabości, nie chce krzyczeć kiedy wszystko wokoło jest przeciwko mnie. Dzieci uczą się przez obserwacje. Dlatego jak nigdy wcześniej nauczyłam się wstrzymywać oddech i zamykać oczy kiedy temperatura zbliża się do wrzenia. To uczucie kiedy mam ochotę krzyczeć na cały głos, żeby sobie ulżyć. Kiedyś myślałam, ze emocji nie da się powstrzymać. A jednak w dzieciach siła. Zamykasz oczy i niemożliwe staje się realne.

Kiedy nagle dziecko patrzy, a ja muszę zjeść to czego tak bardzo nie lubię tylko po to żeby ono też zjadło.

Kiedy ciężkie staje się nagle lekkie. Kiedyś nie wyobrażalnym było dla mnie, nieść dziecko na ręku, na ramieniu dźwigać torbę z zakupami , a w drugiej dłoni trzymać smycz psa. A jednak okazuje się, że wszystko jest możliwe. Mam w sobie więcej siły niż się spodziewałam.

Liczyć na sama siebie.

Macierzyństwo to nie tylko twoja nauka zakończona egzaminem. To także sprawdzian dla twoich bliskich i znajomych. To sprawdzian wszystkich wcześniej wypowiedzianych słów i obietnic. Niestety w tym przypadku prawda bywa gorzka, a stwierdzenie „umiesz liczyć licz na siebie” rzeczywiste. Dużo jest osób, które chce pomóc. Tylko dziwnym trafem zawsze kiedy potrzebna jest pomoc, to każdy bardzo chce, ale niestety ma już inne plany.

Większej wyrozumiałości i współczucia dla innych.

Zawsze byłam wrażliwa na cierpienie innych. Jednak kiedy masz własne dziecko twoja wrażliwość odzywa się jakby ze zwiększoną mocą. Zawsze myślę sobie jakby to było gdyby to nieszczęście spotkało akurat moje dziecko. Bywają sytuacje, że łzy same napełniają moje oczy.

Rozumiem doskonale co czuje inna matka kiedy inni oceniają ją za to, że dała dziecku lizaka, że nie uspokoiła kiedy zanosiło się płaczem. Oceniają chociaż wcale nie znają. Minuta wystarczy, żeby w oczach innych być złą matką.

Dziecko najważniejsze na świecie.

Możesz mi wmawiać, że tak nie jest, możesz tłumaczyć, że przecież zrezygnowałaś z macierzyńskiego po to żeby piąć się wyżej w twojej firmie, że dziecko jest ważne, ale nie najważniejsze. Dla mnie i tak dzieci będą zawsze na pierwszym miejscu. Chociaż przyprawiają o ból głowy, chociaż przez nie mój mąż straci połowę włosów na głowie, chociaż będą ode mnie tysiące kilometrów dalej i nie raz pokłócę się przez nie z chłopem i tak będą ponad wszystko. Będą tym co dodaje mi odwagi, dodaje mi sił, uczy cierpliwości, co pozwala mi cieszyć się z najmniejszego, maluje życie nie tylko w różowych barwach, co pozwala wrzucić na luz, tym od czego czasem się cierpi i przez co płacze. Tym co nadaje sens i tym do kogo chce się wracać. Będą najlepsza lekcją w moim życiu. Tym co kocham ponad wszystko.

Jeśli podobał ci się mój wpis zapraszam do skomentowania. Miło mi będzie również jeśli polubisz moją stronę na FB. Zawsze możesz także podzielić się nim z innymi osobami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *